piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 12

Hej, hej, hej! Jak mówiłam w wakacje rozdziały będą pojawiać się co tydzień. Tak, więc... SĄ WAKACJE! Jej. Kto się cieszy? Pewnie wszyscy ^^
Mam do was małą prośbę! Jak komentujecie rozdziały to przynajmniej piszcie jakiś pseudonim lub charakterystyczny podpis, żebym przynajmniej wiedziała kto co komentuje!
Nie mam jakiś nowości lub informacji, więc zostawiam was z 12 rozdziałem. Zrobiłam go specjalnie dłuższego, żebyście mieli co poczytać. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Do zobaczenia za tydzień Kocham was ♥
3 Komentarze = następny rozdział 
Czytasz = komentujesz
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się, gdy ktoś lekko potrząsał moim ramieniem. Zajęczałam i przekręciłam się na drugi bok, ale ta osoba nadal nie przestawała.
-Co jest? -zapytałam nadal nie otwierając oczu.
-Mad. Jesteśmy już. -usłyszałam szept nad uchem. Zayn.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam niebezpiecznie blisko mojej twarzy twarz Malika.
-Wreszcie się obudziłaś! -musnął lekko ustami mój policzek. –Pomogę ci. -ujął moją dłoń w swoją i pomógł mi wygrzebać się z auta. Stojąc na nogach towarzyszyło mi dziwne uczucie. Nogi mi zdrętwiały.
-Spałam? Ile jechałyśmy? Gdzie jesteśmy?-zapytałam patrząc na Zayna, a on zachichotał.
-Co się tak bawi?-zapytałam z powagą w głosie.
-Zadajesz tyle pytań na raz. –odpowiedział nadal trzymając moją dłoń w swojej.
-Odpowiadając na twoje pytania. Tak, spałaś. Jechaliśmy z sześć godzin i jesteśmy na obrzeżach Londynu.
-Która jest teraz godzina? –zapytałam przecierając oczy rękawem bluzy.
-Osiemnasta. –w odpowiedzi ziewnęłam, a mulat znowu zaczął się śmiać.
-Widzę, że jesteś śpiąca. -powiedział, a ja pokiwałam głową.
-Wiesz auto to nie jest dobre miejsce na spanie. -zaśmiałam się wypowiadając te słowa.
-Plecy mnie bolą. –Zayn przybliżył się do mnie i lekko przytulił, obejmując ramionami w tali, a ja położyłam swoje ręce na jego szyi i napawałam się zapachem jego charakterystycznych perfum.
-Gdzie jest Harry? –dopiero teraz przypomniało mi się, że Harry’ego nie ma obok nas.
-Już jest w środku i rozmawia z chłopakami. -odpowiedział.
-Z chłopakami? –zapytałam z ciekawością.
-No tak. Nie mówiłem ci. Nasi przyjaciele z Londynu to Niall, Louis i Liam. Na pewno ich polubisz. –powiedział z uśmiechem na ustach.
-Kolejni chłopcy. O matko. -zakryłam oczy rękawami bluzy.
-Czyli teraz będę mieszkała pod dachem z piątką chłopaków? –zapytałam.
-Niestety tak. Chodź. Muszę cię im przedstawić. Jak powiedział tak zrobił. Teraz staliśmy pod drzwiami od wielkiej willi, gdzie podobno będę mieszkała.
-Zayn, a jak oni mnie nie polubią? -zapytałam patrząc na jego osobę.
-Nie mogliby by. Jeśli nie to dostaną ode mnie porządny opierdol. -odpowiedział.
-Zayn! –chciałam go skarcić za zużywanie nie odpowiedniego słownictwa, ale drzwi się otworzyły, a w nich stał dobrze zbudowany brunet z krótkimi włosami i lekkim zarostem. Miał zdecydowanie mniej tatuaży niż Harry i Zayn. Po jego wyrazie twarzy mogłam wywnioskować, że jest dobrym przyjacielem. Ciszę przerwał jego głos.
-Ty pewnie jest Madison? -pokiwałam głową w odpowiedzi.
-Jestem Liam. -wystawił rękę, a ja ją lekko uścisnęłam.
-Zayn i Harry nam tyle o tobie opowiadali. -uśmiechnął się szeroko.
-Doprawdy? –zapytałam i popatrzyłam na Malika.
-Dlaczego ja o tym nie wiem. –powiedziałam, a mulat spuścił głowę i nic nie mówił. Nie wierzę! Zayn Malik się zawstydził!
-Wejdźcie do środka. Nie będziemy tak stać. –odparł Liam, uchylił szerzej drzwi i przepuścił nas w nich.
Ujrzałam to: 


Nie wiedziałam co powiedzieć. To było WOW! Jeśli mam tu mieszkać to właśnie spełniło się jedno z moich marzeń. Chciałam zamieszkać w takim domu.
-Podoba ci się? –zapytał Malik obejmując mnie od tyłu i opierając głowę o moje ramię.
-Tak. Jest przepiękny. –uśmiechnęłam się szeroko.
-Cieszę się, że ci się podoba. -powiedział, a ja w jego głosie słyszałam radość i szczerość?!
-Chodźcie. Przedstawię Madison reszcie. -usłyszałam głos przed sobą i zobaczyłam postać Liama przed nami.
Nie powiem Liam zrobił na mnie dobre wrażenie i myślę, że zostaniemy przyjaciółmi, ale zawsze mam czarne scenariusze w głowie.
Brunet zaprowadził nas do ogromnego salonu, gdzie siedziała dwójka chłopaków. Siedzieli do nas tyłem, więc nie widziałam ich twarzy. Jeden z nich był farbowanym blondynem, miał bladą cerę i nie miał w ogóle żadnych tatuaży co było dziwne. Każdy z nich miał tusz na skórze, a on jako jedyny ich nie posiadał. Drugi chłopak też był brunetem jak Liam, ale on miał dłuższe włosy i roztrzepane były we wszystkich kierunkach. Miał mnóstwo rysunków na rękach. Chyba w podobnej ilości do Harry’ego.
-Chłopaki! Zayn i Madison już przyszli. -dwójka chłopaków jak na komendę odwróciła się i zeskanowała nas wzrokiem od góry do dołu. Wstali z kanapy i skierowali się w naszą stronę. Brunet podszedł do Zayna i go przytulił, a do mnie podszedł blondyn.
-Cześć. Jestem Niall. –przedstawił się.
-Madison. –obdarowałam go szczerym uśmiechem, a on go odwzajemnił ukazując swoje idealne białe zęby. Niall otworzył swoje ramiona i zachęcił mnie ruchem ręki, żebym do niego podeszła. Tak też zrobiłam. Po chwili stałam wtulona w klatkę piersiową Niall’a i wdychałam jego perfumy. Niestety ta chwila nie trwała długo.
-Mnie to już nie przytulisz? –spytał mnie brunet.
Westchnęłam i podeszłam do niego.
-Jestem Louis, a dla przyjaciół Lou. -uścisnął mi rękę.
-Madison. –uśmiechnęłam się szczerze, a on to odwzajemnił. Po minucie już tkwiłam w uścisku z brunetem.
-Może wystarczy tego przytulania? –syknął Zayn.
-Zazdrosny? –zapytał Louis Zayna nadal mnie przytulając.
-Pieprz się Tomlinson. –odpowiedział odciągając mnie od bruneta i przyciągając do siebie tak, że obejmowałam go z boku.
-Nie tak gwałtownie. -odparł Louis siadając znowu na sofie w salonie. Zajął się oglądaniem jakiegoś meczu piłki nożnej.
-Chodźcie. Pokażę wam wasz pokój. -odezwał się Liam.
-Nasz? –zapytałam zaskoczona. Jak to nasz?! Ja mam być z Zaynem w pokoju? Nie! Ja nie chcę!
-Ahh. No tak. Przepraszam. Mamy tylko w domu 5 sypialni, więc pomyślałem, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby umieścić was w jednym pokoju.
-Masz rację. Nic nie stoi na przeszkodzie. –Malik uśmiechnął się do mnie chytrze. Już wolę nie wiedzieć jakie pomysły narodziły mu się w głowie. Popatrzyłam na mulata wzrokiem mordercy. Oczywiście nie mogłam odmówić Liam’owi. Widziałam jak się starał, żeby wszystko było idealnie.
-Niech ci będzie Malik. –westchnęłam przeczesując ręką swoje włosy.
Liam zaprowadził nas na górę. Nasz pokój znajdował się na pierwszym piętrze. Były to trzecie drzwi po lewo.
-Zanim wejdziemy do tego pokoju od razu wam powiem gdzie kto ma pokój. -wyjaśnij nam Liam.
-Pierwsze drzwi po lewo to pokój Niall’a, drugie drzwi po lewo to taka biblioteka. Jest to mały pokój, gdzie trzymamy tam wszystkie książki i jest tam dość cicho, żeby sobie poczytać. 

  Trzecie drzwi po lewo to jak wiecie wasz pokój. Pierwsze drzwi po prawo to pokój Louisa. Nie zdziwcie się jak co którejś nocy będziecie słyszeć hałasy, trzask drzwiami lub śmiechy, bo Niall i Louis kochają się wygłupiać i żartować po nocach. Najczęściej najbardziej słychać trzask drzwiami jak jeden przechodzi do  drugiego pokoju oraz śmiech Niall’a. –Liam się zaśmiał, a my zaraz po nim. 
-Drugie drzwi po prawej to mój pokój, trzecie po prawej to łazienka. Uwierzcie nie macie daleko. Jakby coś jeszcze jedna łazienka jest na dole niedaleko kuchni. Czwarte drzwi po prawej to pokój Harry’ego. Na drugim piętrze znajduje się małe kino, stół do bilardu i kilka rozrywkowych rzeczy i chyba tyle. –wzruszył ramionami Liam.
-Zostawię was samych. –stwierdził i zszedł na dół.
-Malik jak ty mi chcesz życie uprzykrzyć. –powiedziałam przecierając twarz rękoma ze zmęczenia.
-Przecież ja nic nie robię. –wzruszył rękoma i przybliżył się do mnie.
-Zayn! Nie zaczynaj! –pogroziłam mu palcem.
-Wejdźmy wreszcie i zobaczmy ten pokój. –odpowiedziałam i otworzyłam drzwi.
To co zobaczyłam było fascynujące:
Moim oczom ukazał się ogromny nowoczesny pokój. Po prawej stronie stała sofa, naprzeciw niej stolik. Okna były zasłonięte zasłonami i dodawały uroku temu pokojowi. Po lewej stronie od ściany stała szafa na ubrania a po lewej po skosie stało ogromnie łóżko Podświetlające było przez  specjalne lampki, a obok łóżka na ścianie wisiały gitary, radia i nagrody muzyczne. Ten pokój stał się moim ulubionym. Nie myśląc długo rzuciłam się na łóżko stawiając walizki w rogu pokoju.

Malik też poszedł w moje ślady. Nie minęła minuta, a już leżeliśmy na łóżku okładając się poduszkami. Bitwa na poduszki. To co kochałam. Po pięciominutowej bitwie, która mnie wykończyła musiałam porozmawiać z Zaynem.
-Zayn? –zapytałam, gdy leżałam na jego klatce piersiowej, która unosiła się w szybkim tempie po naszej poduszkowej bitwie.
-Tak księżniczko? –na jego słowa lekko się zarumieniłam. Dobra Madison teraz albo nigdy.
-Możemy pogadać tak szczerze? –musiałam z nim szczerze pogadać. Mam coraz więcej wątpliwości.
-Jasne. Możemy po kolacji? Jestem trochę głodny. –uśmiechnął się lekko i nachylił się nade mną, żeby pocałować mnie w policzek. Tak zrobił. Po sekundzie jego usta lekko musnęły mój policzek, a moje policzki przybrały kolor dojrzałego pomidor i musiałam zasłonić je włosami.
-Nie zasłaniaj ich. Są śliczne. –powiedział mulat i odgarnął moje włosy z twarzy.
Nieśmiało podniosłam na niego oczy.
-Tak lepiej. –uśmiechnął się szeroko.
-Chodź. Rozpakujemy swoje rzeczy. –powiedziałam ściągając go siłą z łóżka.
-Mi się nie chce. Zrobię to jutro. –odparł.
-Nie. Teraz i konie dyskusji. –złapałam go za rękę i pociągnęłam na środek pokoju.
Wzięłam nasze walizki i zaprowadziłam je na środek pokoju. Usiadłam na podłodze i zaczęłam wyjmować z niej rzeczy, a Malik jak stał na środku pokoju tak stoi i mi się przygląda.
-Mam ci dać instrukcję jak się rozpakować? –zaśmiałam się, a on nagle się ożywił. Podniósł mnie i obkręcał mnie wokół własnej osi.
-Zayn! Puść mnie! –krzyczałam, ale to i tak nic nie dało. Malik był za silny. Po kilku rundkach wokół znudziło mu się i chciał mnie odstawić, ale pech chciał, żebyśmy wylądowali na ziemi. Malik niechcący potknął się o walizkę, która stała na środku pokoju i runął na ziemię, a ja razem z nim. Upadłam na jego klatkę piersiową amortyzując tym swój upadek.
-Zayn? –zapytałam, gdy nastała cisza.
-Madison? Idź po któregoś z chłopaków. –wyszeptał tak, żebym tylko ja słyszała.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i zobaczyłam, że chłopak leży na boku i trzyma się za kostkę.
-Boli cię coś? –zapytałam.
-Tak, a teraz idź. –warknął.
-Jak chcesz. –powiedziałam głośniej i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami.
Denerwują mnie te jego błyskawiczne zmiany nastroju. Raz potrafi być naprawdę kochającym chłopakiem, a za chwilę nieznośnym dupkiem. Co ja takiego zrobiłam, żeby na mnie warczał? Właśnie. Nic nie zrobiłam.
Zeszłam po schodach do ogromnego salonu. Nic się nie zmieniło. Louis i Niall oglądali mecz piłki nożnej, a Liam siedział w kuchni na krzesełku obrotowym. Harry’ego jak nie widziałam tak nie widzę.
Postanowiłam podejść do Liam’a i powiedzieć mu co zaszło. To jemu najbardziej zaufałam jak na razie.
Zrobiłam kilka kroków i już stałam przed brunetem.
-Liam? –zaczęłam rozmowę.
-Tak Madison? –spytał, gdy schodził z krzesła.
-Jest jedna sprawa. –westchnęłam opierając łokcie na blacie.
-Jaka? –uniósł brwi do góry.
-Ja z Zaynem wygłupialiśmy się i niestety Zayn upadł a ja z nim. Poprosił mnie, żebym poszła po kogoś z was, bo nie może teraz wstać. –ukoloryzowałam trochę tą historię.
-Dobrze. Już idę. –powiedział i ruszył za mną do pokoju.
Mulat znajdował się tam gdzie go zostawiłam, tylko teraz siedział, a nie leżał.
-Boże Malik. Czy ty zawsze musisz sobie coś zrobić? Nie zawsze będę waszą niańką! –odpowiedział Liam i pomógł mi przenieść Malika na łóżko.
-Poczekaj. Za chwilę przyniosę apteczkę. –odpowiedział Liam.
-Dobrze. –odpowiedział Zayn i położył głowę na poduszce i zaczął patrzeć się w sufit.
Postanowiłam usiąść na rogu łóżka i czekać na Liam’a.
-Mad? –zapytał Zayn. Jednak ciszy nie będzie.
-Tak? –odwróciłam głowę w jego stronę.
-Przepraszam. Byłem dupkiem w stosunku do ciebie. –w końcu zrozumiał.
-Nic się nie stało. –uśmiechnęłam się, żeby już nie musiał się martwić.
-Właśnie się stało. To przez tą nogę. Nienawidzę takich sytuacji. –w jego głosie słyszałam szczerość.
Położyłam swoją dłoń na jego dłoni i splotłam nasze palce razem, a Zayn wzmocnił uścisk.
-Naprawdę nic takiego się nie stało. Tylko następnym razem trzymaj emocje na wodzy, bo ja nie wiem czy ja coś zrobiłam czy może stało się coś innego. –powiedziałam mu to co chciałam powiedzieć.
-Dobrze. Przepraszam skarbie. –mulat oparł się na łokciach i ucałował lekko moje czoło.
W ty momencie wszedł do pokoju Liam i usiadł po drugiej stronie łóżka.
-W apteczce nic potrzebnego nie znalazłem. Najwyżej jutro zadzwonimy po lekarza. Boli cię? -zapytał.
-Tak. Wyobraź sobie chodzić nie mogę. –warknął na Liam’a.
-Przepraszam stary. Staram ci się pomóc. –wyjaśnił unosząc ręce w geście poddania.
-Pokaż tą nogę. –zażądał Liam.
Zayn usiadł i podwinął rękaw od swoich czarnych rurek, a naszym oczom okazała się spuchnięta kostka.
-Mogę ci powiedzieć tyle, że już dzisiaj z łóżka nie wyjdziesz. –zaśmiał się Liam, a ja razem z nim.
-Chcecie coś jeść czy już nie? –zapytał nas Liam gdy wychodził z pokoju.
-Raczej nie. –odpowiedział Malik za nas.
-Dobrze. Już lepiej nie wychodźcie z pokoju. Dobranoc. –powiedział wychodząc z pokoju.
-Dobranoc Liam. –odparłam, gdy zamknął drzwi.
-Ty już się szykuj do spania, a ja pójdę się umyć.-powiedziałam do Zayna.
Wyjęłam z walizki za dużą koszulkę i krótkie spodenki do spania i wyszłam z pokoju kierując się do łazienki:

Po skończonej kąpieli udałam się do pokoju. Zastałam w nim Zayna, który leżał pod kołdrą bez koszulki. Wpatrywał się we mnie. Odłożyłam rzeczy na sofę i weszłam do łóżka. Malik od razu objął mnie rękami w pasie, a głowę położył na moim ramieniu. Mogłam poczuć charakterystyczną woń jego perfum.
-Chciałaś pogadać?! –odpowiedział po chwili.
-Może już kiedy indziej. Za dużo się dzisiaj wydarzyło, a poza tym jestem zmęczona. -odparłam szczerze.
-Dobrze. Dobranoc Mad. Słodkich snów. –powiedział i jego usta zetknęły się z moimi w szybkim pocałunku.
-Dobranoc Malik. –odparłam, a moje powieki się zamknęły.
Odczułam tylko jak mulat zaciska swój uścisk na mojej tali.

Tak minął mi pierwszy dzień w Londynie.




sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 11

Siemka! Jestem. Wyrobiłam się z rozdziałem ^^ Równo po 2 tygodniach dodaję rozdział 11! Kto się cieszy? Ogólnie ten weekend mam na luzie. KTO NIE MOŻE UWIERZYĆ, ŻE ZA TYDZIEŃ JUŻ WAKACJE? Uff wreszcie. Tak się napracowałam przez te 10 miesięcy. Dość o szkole. Rozdział 12 powinien pojawić się za jakiś 1 tydzień, chociaż nie zaczęłam go jeszcze pisać!
Zapraszam do czytania i komentowania ;)
Kocham was ♥
3 komentarze = następny rozdział
czytasz = komentujesz
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Słońce wpadało do salonu przez niezasłonięte okno i raziło mnie w oczy, więc od razu zamknęłam oczy. Zabije tego kto nie zasłonił tego okna. Otworzyłam powoli jedno oko, a potem drugie. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że chłopaków gdzieś wywiało. Oczywiście na sofie na której spaliśmy były porozrzucane poduszki i koce. Wyciągnęłam się na sofie oraz przetarłam oczy i postanowiłam wstać. Dopiero teraz usłyszałam z kuchni dobiegającą rozmowę. Za kierunek obstawiłam sobie kuchnie i skierowałam się w jej kierunku. Po drodze minęłam średniej wielkości lustro i z ciekawości cofnęłam się kilka kroków i przyjrzałam się swojemu odbiciu. To co tam ujrzałam o mało nie spowodowało, że upadłam. Moje falowane kasztanowe włosy były poplątane i skierowane we wszystkie kierunki można to było nazwać tzw. ”szopą” na głowie. Oczy miałam opuchnięte od płaczu, a na ustach gościł grymas. Całość zdobiła zmęczona twarz.  Boże jak ja wyglądam! Gdyby mnie ktoś tak zobaczył uznałby zombie za mojego brata bliźniaka. Postanowiłam zignorować fakt jak wyglądam i pójść do tej kuchni. Negatywny wniosek był taki, że kuchnia u Harry’ego była połączona z salonem i wszystko w kuchni było widać co się dzieje w salonie. Stanęłam za rogiem ściany łączącej salon z kuchnią i przysłuchiwałam się rozmowie. Słyszałam tylko urywki „Tak, będziemy jutro” , „On nie może się dowiedzieć”, „Jak to spieprzysz będzie po tobie”. Nic nie rozumiałam z tej rozmowy, więc lekko się wychyliłam i wszystko było już jasne. Malik rozmawiał przez telefon, a Harry stał oparty o blat popijając poranną kawę i wpatrując się w rozmowę Zayna przez telefon. Nie chciało mi się tam stać, więc po prostu podeszłam do chłopaków. Stałam w progu kuchni i nikt nie był łaskawy spojrzeć w tę stronę, więc musiałam odchrząknąć, żeby przynajmniej jeden z nich mnie zauważył. Jednak podziałało, bo Hazz od razu spojrzał na mnie, lekko się  uśmiechnął i podszedł do mnie przytulając do swojej klatki piersiowej. Ja nie czekając długo też objęłam go w pasie i mocno przytuliłam. Tego mi było trzeba. Poczucia bezpieczeństwa i wsparcia w trudnych chwilach. Jedną ręką trzymał mnie w talii a drugą pocierał opiekuńczo moje plecy.
-Jak się spało? Szepnął do mojego ucha, a ja się lekko uśmiechnęłam.
-Krótko, ale dobrze. Odwzajemnił uśmiech. Zayn słysząc mój głos zakończył połączenie słowami „Dobra. Ja kończę, cześć” i odłożył swój telefon na blat.
-Już wszystko w porządku? Podszedł do nas Zayn i pogłaskał mnie opiekuńczo po plecak i pocałował w policzek. Ja się lekko zarumieniłam na ten gest, a Harry się lekko spiął. Widziałam, że był troszkę zdenerwowany. Nie wierzę! On jest zazdrosny o pocałunek w policzek.
-Tak. Już tak. Odparłam. – Dziękuję, że ze mną zostaliście. Jedną ręką objęłam Zayna, drugą Harry’ego i ich przytuliłam.
-Wicie, że teraz jesteście moją drugą jedyną rodziną? Spytałam, gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-Niestety. Odpowiedział Harry.
-Dlaczego niestety? Spytałam zakładając ręce na piersi.
-Madison to nie tak, że cię nie lubimy, bo my cię kochamy, ale nie zrozum nas źle. Nie dobrze zrobiłaś zaprzyjaźniając się z nami. Ściągnęłaś na siebie niebezpieczeństwo i już nie będziesz żyła normalnie. Szepnął Harry ciągnąc się za końcówki włosów oraz patrząc na mnie z przeprosinami.
-Hazz nie musisz przepraszać. Westchnęłam. – To po części też moja wina. To ja wpadłam na Zayna, a nie on na mnie. W ogóle jak was poznałam nie wiedziałam, że macie aż tak poważne problemy.
-Nie! To nasza wina! Powiedział głośniej.– i nie myśl, że jest, bo nie jest! Odpowiedział. Chciałam coś powiedzieć, ale nie dał dojść mi do słowa
-ale… Zaczęłam.
-Nie ma żadnego „ale” to nie twoja wina!! Już 3 raz ci to powtarzam. Krzyknął i wyszedł z domu. Trzaskając drzwiami frontowymi.
-Jak chcesz. Wzruszyłam ramionami i oparłam się biodrami o blat
kuchenny i stałam tak, gdy nie poczułam czyjegoś wzroku na sobie. Odwróciłam się i zobaczyłam Malika. No tak! Przecież on słyszał całą moją rozmowę z Styles’em bo stał obok. Przyłożyłam dłoń do czoła i głęboko westchnęłam.
-Wszystko w porządku? Tym razem role się odwrócą i Zayn mnie będzie pocieszać.
-Nie! Wszystko się wali. Krzyknęłam. –Nic już nie będzie takie samo Zayn. Podeszłam do ściany, a łzy spływały po moich policzkach. Zjechałam po ścianie tak, że opierałam się o nią plecami. Usłyszałam kroki i przede mną znowu pojawił się Malik, ukucnął przede mną i złapał mnie za ramię.
-Przepraszam Madison za Harry’ego. On tak już jest. Nie łatwo jest się do niego wpasować. Ma ciężki charakter oraz mroczną przeszłość. Musisz się przyzwyczaić i tak już dużo przeszłaś. Głaskał mnie opiekuńczo po ramieniu. Nie wytrzymałam i się wtuliłam w jego klatkę piersiową, obejmując go w pasie ramionami. Moczyłam mu koszulkę łzami. W miarę się uspokajałam, gdy Zayn głaskał mnie po plecach i szeptał do ucha uspokajające słowa.
-Chodź. Powiedział, pomógł mi wstać z podłogi i pociągnął w stronę wyjścia na taras. Rozsunął drzwi, przepuścił mnie w nich, a potem złapał mnie za rękę. Poprowadził mnie do miejsca, gdzie był rozłożony koc, a widok był na piękne niebo.
-Czy to być randka? Zaśmiałam się,
-Nie. Przychodzę tutaj, gdy muszę pomyśleć lub gdy chcę pobyć sam. Mamy strasznie duże podwórko i zwykle to jest moje ulubione miejsce. Usiadł na kocu i poklepał miejsce obok siebie. W efekcie usiadłam obok niego i oparłam swoją głowę o jego ramię.
-Nie uważasz, że dużo się zmieniło w ciągu tych 2 tygodni od naszego poznania? Spytał Zayn nie patrząc na mnie.
-Powiedziałabym, że aż za dużo. Westchnęłam. –Szuka mnie jakiś psychopata, straciłam rodziców i zyskałam dwóch wspaniałych przyjaciół. Przy wypowiadaniu ostatnich trzech słów lekko się uśmiechnęłam.
-Tak. To prawda. Mulat odwrócił się w moją stronę i położył swoją dłoń na moim policzku. Przymknęłam lekko oczy na ten gest. Gdy już otworzyłam oczy twarz Zayna znalazła się blisko mnie. Dzieliły nas centymetry. Malik chciał mnie pocałować! Zaczęłam panikować. Odetchnęłam wtedy, gdy wargi Malika naparły na moje usta. Na początku poruszały się wolno, dopóki nie zaczęłam oddawać pocałunku. Wtopiłam palce w jego czarne jak smoła włosy i lekko za nie pociągnęłam, a mulat jęknął prosto w moje usta. Jego ręce spoczęły na moich biodrach, a pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Jego usta synchronizowały się z moimi. Złapał zębami moją dolną wargę i lekko za nią pociągnął, na co jęknęłam i to wystarczyło by jego język wtargnął do moich ust. Nasze języki zaczęły wspólny taniec. Całowałam się z kilkoma chłopakami, ale Zayn przewyższał ich. Niestety pocałunek trwał krótko, bo telefon Zayna zaczął dzwonić. Niechętnie się od niego oderwałam, a Malik wstał z koca, otrzepał swoje czarne rurki i nacisnął przycisk w telefonie, żeby odebrać. Słyszałam całą rozmowę.
-Styles! Gdzie ty się podziewasz? Odpowiedział głośniej.
-Wyszedłem się przejść, a na moje nieszczęście zobaczył mnie koleś z gangu Justina. Odparł.
-Jak to cię zobaczył? Spytał Malik.
-Zauważył mnie i powiedział, że Justin już do was jedzie. Szepnął.
-Gdzie ty jesteś? Krzyknął zdenerwowany Zayn.
-Jestem przecznicę od domu, za 2 minuty będę. Zayn co my zrobimy? Spytał Harry. Słyszałam w jego głosie strach.
-To co mieliśmy zrobić już od dawna. Odparł mulat i zakończył połączenie. Co oni chcą od dawna zrobić? Nie wydadzą mnie. Prawda? Nie mogliby!  Zayn włożył telefon do kieszeni i spojrzał na mnie. Stałam przed nim.
-Madison? Co się stało? Zbladłaś. Podszedł do mnie i lekko przytulił. Objęłam go ramionami w pasie, a głowę ułożyłam w zagłębieniu jego szyi.
-Co chcecie zrobić od dawna? Spytałam wdychając jego perfumy.
-Uciekniemy stąd. Ja i Harry mamy przyjaciół w Londynie, którzy nam pomogą. Pewnie słyszałaś moją rozmowę rano. Prawda?  Pokiwałam głową w odpowiedzi.
-A co myślałaś? Spytał odrywając się ode mnie i kładąc dłonie na moich ramionach.
-Ja…bo…ten…no.. . Nie umiałam się wysłowić. –Nie ważne. Machnęłam ręką.
-Mad! Masz mi w tej chwili powiedzieć, co myślałaś! Odparł.
-Myślałam, że mnie wydacie Justinowi. Westchnęłam.
-Nigdy byśmy tego nie zrobili. Jesteś dla nas zbyt ważna. Szepnął i złożył czuły pocałunek na moim czole. –Pójdź się spakować, bo zaraz wyjeżdżamy.
W odpowiedzi poszłam na piętro do swojego tymczasowego pokoju, wyjęłam torbę i chowałam tam najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy już miałam wszystko spakowane, zapięłam zamek od torby i postawiłam ją przy wejściu, a sama zeszłam na dół. W salonie stał Zayn i Harry i o czymś żywo dyskutowali. Żaden z nich mnie nie zauważył, więc postanowiłam głośno odchrząknąć. Podziałało, bo jak na zawołanie Ci dwaj odwrócili się w moim kierunku.
-O czym tak zawzięcie rozmawiacie? Spytałam.
-Musimy już jechać. Później ci powiemy. Odpowiedział Harry.
-Ahh. No jak chcecie. Westchnęłam.
-Pójdę się spakować. Widzimy się za 10 min w samochodzie. Odpowiedział Zayn i zniknął na schodach prowadzących do naszych sypialni.
-Dobrze się czujesz Madison? Spytał się mnie Hazz. Stając bliżej mnie i penetrując swoimi szmaragdowymi tęczówkami moje oczy.
-Tak, a co? Odpowiedziałam. Harry zbliżył się do mnie jeszcze bardziej tak, że nasze ciała się stykały. Położył swoją dużą dłoń na moim policzku i przejechał po nim kciukiem.
-Jesteś blada Mad. Widzę, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. Szepnął, nadal głaszcząc kciukiem mój policzek.
-Przecież wiesz, że dużo się zmieniło odkąd was poznałam. Jeszcze teraz się okazuje, że w każdej chwili może przyjechać ten Justin i nie wiadomo co może z nami zrobić. Nie dziw mi się. Ja w ciągu tych dwóch tygodni przeżyłam więcej niż przez całe moje życie.
Tym razem Harry przeniósł swoje ręce na moje ramiona.
-Wiem Madison, wiem i za to cię podziwiam. Jesteś silna i dasz radę. Wierzę w ciebie. Z resztą i tak wiem, że dasz rade. Widać to. Uśmiechnął się promiennie tak, że jego słodkie dołeczki w policzkach były widoczne. Na ten gest musiałam się uśmiechnąć. Gdy się uśmiechał nie można by było się nie uśmiechnąć. Jego uśmiech jest niesamowity. Szkoda tylko, że rzadko go okazuje. Nim się zorientowałam tkwiłam razem z nim w niedźwiedzim uścisku. Jego ramiona obejmowały moją talię, a głowę miał schowaną w moich włosach.
-Nadal jesteś na mnie zły za to co się stało? Zadałam mu pytanie na które chciałam znać odpowiedź.
-Chodzi ci to…
-Tak. O to. Nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Nie. Już nie. Nie umiem się na ciebie gniewać. Powiedział słodko się uśmiechając. Znowu ten uśmiech…
-Już jestem. Zbiegł Malik po schodach krzycząc.
Oderwałam się od Stylesa jak poparzona, a on posłał mi spojrzenie pełne zdziwienia.
-To już jedziemy? Zapytałam.
-No tak. Uśmiechnął się lekko. –Zdziwiona? Zachichotał i podszedł do mnie.
-Nie. Położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
-Chodźmy już. Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce razem. Czułam intensywny wzrok Harry’ego na naszych dłoniach splecionych razem. Szczerze, ja też nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nawet nie jesteśmy razem! Odstawiłam swoje myśli naboczny tor i cieszyłam się tą chwilą, ale czułam się jakbym kogoś zraniła. Właśnie Harry. Mam wrażenie, że postępuje źle w stosunku do niego, ale przecież nic do niego nie czuję, chyba że … .
Nie. To na pewno nie to.
Przestałam tak myśleć, gdy dotarliśmy do samochodu. Harry wrzucił nasze torby do bagażnika. Wsiadłam do tyłu, Zayn za kierownicą, a Harry z przodu obok niego.
Mulat uruchomił silnik auta i odjechaliśmy. Ostatnim spojrzeniem owiałam dom Harry’ego, a potem mój. Holmes Chapel przez 2 tygodnie było moim domem i pokochałam to miasto, a teraz od tak wyjechałam. No cóż los lubi stawiać nam przeszkody w życiu.
Londynie nadchodzę…




sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 10

Hej! Tak wiem spieprzyłam sprawę. Hejty za 3..2..1. Przepraszam, ale wiecie jak ja mam. Tłumaczyłam wam już to wiele razy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten setny raz ;) Mam dla was 2 dobre wiadomości!
1.       Już połowę 11 rozdziału mam napisaną, także za równo 2 tygodnie powinien się pojawić!
2.       W wakacje nie wyjeżdżam na całe 2 miesiące, więc będę pisała rozdziały co pół tygodnia!
Kto się cieszy zostawia komentarz!
Tak w ogóle jak tam wasze oceny? Co u was? Tak ja wiem, że myślę tylko o sobie :*
Zostawiam was z rozdziałem 10 <3 Do następnego
 ~~~~~~~~~~
Obudziły mnie jakieś hałasy z dołu. Spojrzałam na zegarek, który stał na szafce nocnej. Wskazywał godzinę 7 rano. Zerknęłam na drugą stronę łóżka. Zdziwiłam się, bo była pusta, a z tego co słyszałam to to, że Harry jest strasznym śpiochem. Wstałam z łóżka i poszłam na dół sprawdzić co się dzieje. Z każdym schodkiem w dół wrzaski były bardziej słyszalne. Schowałam się za rogiem i postanowiłam przysłuchiwać się rozmowie lub wymienia tych wrzasków, bo rozmową było to trudno nazwać.
-Złamaliście obietnicę! Mieliście mi dostarczyć mi tą dziewczynę, a zamiast to zrobić to ją kryjecie. Możecie mi powiedzieć co jest z wami nie tak? Wyjrzałam za rogu i od razu tego pożałowałam.  Justin i kilku jego ludzi mierzyli do Stylesa i Malika z pistoletów. Nie mieli drogi ucieczki. Klęczeli na kolanach i ręce mieli splecione za głową. Zwłaszcza, że Justin nie chciał ich oszczędzić i widziałam jak z wargi Harry’ego sączy się krew, a Zayn miał wielkiego siniaka pod okiem i z jego skroni sączyła się krew. Byli osłabieni to było widać.
-Czy nie masz choć krzty dobroci i nie możesz zostawić jej w spokoju?! Co ona ci takiego zrobiła? Krzyknął Harry i wstał na nogi, a gość za nim naładował pistolet i był gotowy do strzału.
-Kurwa, nie rozumiesz, że mieliśmy umowę. Jaką umowę? Pomyślałam. - Ja cię nie zabiję w zamian ty będziesz mi przynosił ładne łupy. Raz już mi podpadłeś Styles! Chyba nie chcesz powtórki z rozrywki.
-Nie. Odparł oburzony.
-Co się stanie jak sobie raz odpuścisz. Ona nie ma nic wspólnego z nami. Powiedział Zayn i podniósł się z podłogi.
-Wy mi skrzywdziliście siostrę. Ja skrzywdzę waszą panienkę.
-Nic na to nie poradzę, że wplątała się w takiego towarzystwo i do tego wykorzystała nas. Dziwka zawsze będzie dziwką. Odparł Styles
-Tak? Już widzę jak błaga, żebym nie dopierał się do jej majtek. Uśmiechnął się chytrze Justin. Na samą myśl, że mógłby mnie zgwałcić przechodzą mnie niemiłe skurcze w brzuchu.
-Ty chyba nie mówisz poważnie. Krzyknął Styles. Widzę jak zaciska mocno szczękę i pięści tak, że bledną mu kłykcie. Widzę to w jego oczach jaki jest zły.
Zrobił kilka kroków tak, że był metr od Justina. Wykonał szybki i mocny ruch pięścią tak, że Justin upadł na podłogę, a z jego ust zaczęła sączyć się krew.
-Ty skurwielu. Krzyknął Justin, szybko podniósł się z ziemi i oddał mu szybki kopniak w brzuch. Harry jęknął ,ale mu oddał tak, że upadli na ziemię. Malik szybko zareagował i też się dołączył. Odwróciłam głowę i płakałam. Nie mogę na to patrzeć jak chłopcy oddają za mnie życie. Ludzie Justina szybko zareagowali i rozdzielili ich wszystkich.
-Doigraliście się. Miarka się przebrała! Justin wyciągnął pistolet. Naładował nabojami i wycelował w chłopaków. –Jakieś ostatnie życzenie lub słowa?
-Ona jest silna. Nie dasz jej rady. Odpowiedział Malik.
-Tak myślisz? Od razu jak was zastrzelę to pójdę na górę i ją znajdę.
Harry słysząc te słowa chciał się wyrwać, ale człowiek Justina miał zbyt silny uścisk, żeby mógł uciec.
-Tak więc dożyliście końca swojego żywota. Odparł i wycelował w Stylesa.
Chciałam się ruszyć, ale moje stopy nie chciały oderwać się od podłoża. Próbowałam krzyknąć, żeby wzięli mnie zamiast ich, ale moje struny głosowe przestały działać. Jedyne co mogłam robić to stać, patrzeć i płakać nad tym, że poświęcają życie za mnie, a nawet mnie nie znali miesiąc.
Po kilku chwilach usłyszałam dwa strzały. Musiałam się odwrócić. Dwa ciała leżały na podłodze. Mimowolnie więcej łez zaczęło wypływać z moich oczu. Ciało Harry’ego leżało w moją stronę. Było widać, że jeszcze żyje. Ledwo oddychał, ale żył. Szukał czegoś oczami. Gdy jego wzrok napotkał mój. Lekko się uśmiechnął i wyszeptał.
-Kocham cię… Zayn też. Nie zapomnij o nas. Szepnął i jego powieki opadły, a oddech zniknął.
-Ja też was kocham. Całym sercem. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Robiło się ciemno.
.
.
.
Zerwałam  się z łóżka do pozycji siedzącej. Było ciemno. Zegar wskazywał godzinę 3 nad ranem. Zobaczyłam, że Harry siedzi obok mnie i trzyma mnie za ramiona.
-Madison? Co się stało? Jesteś cała spocona i strasznie wierciłaś się na łóżku. Dlaczego krzyczałaś przez sen? Spytał ze zmartwioną miną.
Nie mówiąc nic wtuliłam się w jego nagi tors. Objął mnie ramionami w tali i przyciągnął na swoje kolana. Rozpłakałam się.  Moczyłam łzami jego tors, a Hazz w ogóle się tym nie przejmując gładził opiekuńczo moje plecy. Miałam już powiedzieć, ale Zayn wszedł do pokoju.
-Słyszałem krzyki. Powiedział. – Madison co się stało? Podszedł do łóżka i usiadł na nim obok Harry’ego.
Łzy nadal spływały po moich policzkach. Zayn mnie przytulił, a ja moczyłam łzami jego nagie ramie.
-Pójdę zrobić gorącą czekoladę. Odezwał się Hazz i wstał z łóżka i skierował się do drzwi. Wychodząc z pokoju posłał mi lekki uśmiech, a ja odwzajemniłam ten gest tylko, że o wiele gorzej. Teraz wyglądam jak siedem nieszczęść.
Teraz już nie płakałam tylko miałam pewnie czerwone od płaczu oczy i policzki. Ręką przetarłam nos i spojrzałam na Zayna. Patrzył na mnie z taką troską wymalowaną na twarzy.
-Mad to był tylko koszmar. Odparł mulat dotykając dłonią mojego policzka. Wtuliłam policzek w jego rękę jeszcze bardziej.
Usiadłam mu na kolanach i przytuliłam. Był trochę zdziwiony moim zachowaniem, ale po chwili szybko jego ręce znalazły się na mojej talii i przyciągnęły do siebie.
-Wiem Zayn. Wiem, ale on był tak realistyczny. Mam nadzieję, że to co się tam stało nie stanie się w rzeczywistości. Odparłam szeptem.
-Chodź. Zejdziemy na dół. Pewnie Harry zrobił już gorącą czekoladę.
-Ok. Powiedziałam. Nie miałam ochoty teraz rozmawiać.
-Co jak co, ale Styles jest zajebistym kucharzem i robi przepyszne czekolady. Uśmiechnął się Malik.
-Skoro tak to nie mam nic do stracenia. Pierwszy raz usłyszałam, że Harry gotuje. To jest niesamowite. Zastanawiam się teraz czy jego ego Bad Boy’a nie ucierpiało na tym.
Gdy weszłam do kuchni światło było zapalone i loczek stawiał kubki z parującą czekoladą na stole. Uśmiechnął się szeroko, gdy nas zobaczył.

-Już miałem po was iść. Powiedział
Każdy wziął kubek i udaliśmy się do salonu, gdzie o dziwo sofa byłą rozłożona, a na niej leżały koce.
-Pomyślałem, że możemy położyć się wszyscy w salonie. Odparł znowu loczek.
-Dobry pomysł. Odparłam. Nie chciałam, żeby Harry był smutny. Postarał się, a ja to doceniam. Uśmiechnęłam się zachęcająco.
Usiadłam po środku. Po mojej lewej Zayn, a po prawej Harry.
-Zapomniałem! Za chwilę przyjdę. Powiedział Harry.
Malik wykorzystując sytuację przysunął się bliżej mnie. Ręką objął mnie w talii tak, że mogłam położyć głowę na jego nagim torsie. Nadal nie wiem co oni mają z tym nie zakładaniem koszulek do spania. To mnie trochę rozprasza. Dobra nawet bardzo, bo jest na co popatrzeć!
Moje rozmyślania przerwał Harry niosąc parę kocy w rękach.
-Nie musiałeś. Powiedziałam, gdy Hazz wręczał wszystkim koc.
-Musiałem. Przykryłam się kocem dokańczając moją gorącą czekoladę.
-Bardzo dobra ta czekolada.
-Dzięki. Starałem się. Powiedział na mnie nie patrząc. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Rozejrzałam się po nas i już wiedziałam. Chodzi mu o to, że tulę się do Zayna. Jest zazdrosny! Odsunęłam się od Zayna, a ten popatrzył na mnie wzrokiem „Co robisz?” albo raczej „Kurwa, co ty odpierdalasz?” Myślę, że ta druga wersja jest bardziej poprawna. Powiedziałam bezgłośnie, że mu później powiem, a Malik tylko pokiwał głową. Kiwnęłam głową w stronę Stylesa i już wiedział o co chodzi. Lekko się uśmiechnął. Kiedy już każdy wypił swoją czekoladę postanowiliśmy pójść spać, chociaż było już po 4 nad ranem. Szybko wtuliłam się w poduszkę i przykryłam kołdrą. Po chwili chłopaki już spali. Nie dziwię im się! Budzą się w nocy przeze mnie, pocieszają, krzątają się po domu o 3 w nocy. Wszystko nie miałoby miejsca gdyby nie ten koszmar. Nie zastawiając się ja też ułożyłam się wygodnie i próbowałam zasnąć, ale sen nie przychodził. Świetnie! Teraz mam wyrzuty sumienia przez to, że w nocy nie daję chłopakom spać. Wierciłam się na tej jakże niewygodnej sofie.
-Madison? Nie możesz spać? Wyszeptał Zayn odwracając się do mnie przodem.
-Tak. Przepraszam. Powiedziałam równie szeptem, żeby nie obudzić Harry’ego.
-Co ci się śniło? Spytał z troską w głosie.
-Zayn. Myślę, że to nie czas na taką rozmowę. Ziewnęłam. – Jutro pogadamy. Podparłam się na łokciach i resztkami sił cmoknęłam go w lewy policzek.
-Dobranoc Zayn. Powiedziałam.
-Jakie dobranoc? Jest czwarta nad ranem, za chwilę będzie świtać, a ty mi mówisz dobranoc. Zaczęłam się śmiać na jego słowa, a po chwili również mulat wybuchnął śmiechem. Fakt. Nie spojrzałam na zegarek, który wskazywał równo 4:00.
- W takim razie dobry dzień Malik. Zachichotałam.
-Oj Mad. Lepiej nic nie mów.  Idź spać. Przewróciłam oczami na jego słowa.
Odwróciłam się plecami do Zayna i wtuliłam się w poduszkę, naciągając jeszcze tym kołdrę. Poczułam, że materac za mną się ugina, a za sekundę poczułam czyjeś ręce oplatające mnie w tali i czyjś oddech na mojej szyi.
-Zayn. Westchnęłam.
-Tak Madison? Wtulił głowę w moje włosy.
-Nie masz się do kogo przytulać? Spytałam.
-Jak widzisz nie. Od razu mówię, że cię teraz nie puszczę. Powiedział i tym samym wzmacniając uścisk na mojej talii. Westchnęłam, bo wiedziałam, że nie mam z nim szans.
-Do rana Malik. Powiedziałam zamykając o czy i odpływając w krainę Morfeusza. Pamiętam jeszcze jak Zayn przysunął mnie tak blisko siebie, że moje plecy stykały się z jego rozgrzanym torsem oraz słowa „Teraz tak szybko się nas nie pozbędziesz”, a potem zapadłam w sen.