Siemka! Jestem. Wyrobiłam się z rozdziałem ^^ Równo po 2 tygodniach dodaję rozdział 11! Kto się cieszy? Ogólnie ten weekend mam na luzie. KTO NIE MOŻE UWIERZYĆ, ŻE ZA TYDZIEŃ JUŻ WAKACJE? Uff wreszcie. Tak się napracowałam przez te 10 miesięcy. Dość o szkole. Rozdział 12 powinien pojawić się za jakiś 1 tydzień, chociaż nie zaczęłam go jeszcze pisać!
Zapraszam do czytania i komentowania ;)
Kocham was ♥
3 komentarze = następny rozdział
Zapraszam do czytania i komentowania ;)
Kocham was ♥
3 komentarze = następny rozdział
czytasz = komentujesz
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Słońce wpadało do salonu przez niezasłonięte okno i raziło
mnie w oczy, więc od razu zamknęłam oczy. Zabije tego kto nie zasłonił tego okna.
Otworzyłam powoli jedno oko, a potem drugie. Rozejrzałam się po pokoju i
zauważyłam, że chłopaków gdzieś wywiało. Oczywiście na sofie na której spaliśmy
były porozrzucane poduszki i koce. Wyciągnęłam się na sofie oraz przetarłam
oczy i postanowiłam wstać. Dopiero teraz usłyszałam z kuchni dobiegającą
rozmowę. Za kierunek obstawiłam sobie kuchnie i skierowałam się w jej kierunku.
Po drodze minęłam średniej wielkości lustro i z ciekawości cofnęłam się kilka
kroków i przyjrzałam się swojemu odbiciu. To co tam ujrzałam o mało nie
spowodowało, że upadłam. Moje falowane kasztanowe włosy były poplątane i
skierowane we wszystkie kierunki można to było nazwać tzw. ”szopą” na głowie.
Oczy miałam opuchnięte od płaczu, a na ustach gościł grymas. Całość zdobiła
zmęczona twarz. Boże jak ja wyglądam!
Gdyby mnie ktoś tak zobaczył uznałby zombie za mojego brata bliźniaka.
Postanowiłam zignorować fakt jak wyglądam i pójść do tej kuchni. Negatywny
wniosek był taki, że kuchnia u Harry’ego była połączona z salonem i wszystko w
kuchni było widać co się dzieje w salonie. Stanęłam za rogiem ściany łączącej
salon z kuchnią i przysłuchiwałam się rozmowie. Słyszałam tylko urywki „Tak,
będziemy jutro” , „On nie może się dowiedzieć”, „Jak to spieprzysz będzie po
tobie”. Nic nie rozumiałam z tej rozmowy, więc lekko się wychyliłam i wszystko
było już jasne. Malik rozmawiał przez telefon, a Harry stał oparty o blat
popijając poranną kawę i wpatrując się w rozmowę Zayna przez telefon. Nie
chciało mi się tam stać, więc po prostu podeszłam do chłopaków. Stałam w progu
kuchni i nikt nie był łaskawy spojrzeć w tę stronę, więc musiałam odchrząknąć,
żeby przynajmniej jeden z nich mnie zauważył. Jednak podziałało, bo Hazz od
razu spojrzał na mnie, lekko się
uśmiechnął i podszedł do mnie przytulając do swojej klatki piersiowej.
Ja nie czekając długo też objęłam go w pasie i mocno przytuliłam. Tego mi było
trzeba. Poczucia bezpieczeństwa i wsparcia w trudnych chwilach. Jedną ręką
trzymał mnie w talii a drugą pocierał opiekuńczo moje plecy.
-Jak się spało? Szepnął do mojego ucha, a ja się lekko uśmiechnęłam.
-Krótko, ale dobrze. Odwzajemnił uśmiech. Zayn słysząc mój
głos zakończył połączenie słowami „Dobra. Ja kończę, cześć” i odłożył swój
telefon na blat.
-Już wszystko w porządku? Podszedł do nas Zayn i pogłaskał
mnie opiekuńczo po plecak i pocałował w policzek. Ja się lekko zarumieniłam na
ten gest, a Harry się lekko spiął. Widziałam, że był troszkę zdenerwowany. Nie
wierzę! On jest zazdrosny o pocałunek w policzek.
-Tak. Już tak. Odparłam. – Dziękuję, że ze mną zostaliście.
Jedną ręką objęłam Zayna, drugą Harry’ego i ich przytuliłam.
-Wicie, że teraz jesteście moją drugą jedyną rodziną?
Spytałam, gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-Niestety. Odpowiedział Harry.
-Dlaczego niestety? Spytałam zakładając ręce na piersi.
-Madison to nie tak, że cię nie lubimy, bo my cię kochamy,
ale nie zrozum nas źle. Nie dobrze zrobiłaś zaprzyjaźniając się z nami.
Ściągnęłaś na siebie niebezpieczeństwo i już nie będziesz żyła normalnie.
Szepnął Harry ciągnąc się za końcówki włosów oraz patrząc na mnie z przeprosinami.
-Hazz nie musisz przepraszać. Westchnęłam. – To po części
też moja wina. To ja wpadłam na Zayna, a nie on na mnie. W ogóle jak was
poznałam nie wiedziałam, że macie aż tak poważne problemy.
-Nie! To nasza wina! Powiedział głośniej.– i nie myśl, że
jest, bo nie jest! Odpowiedział. Chciałam coś powiedzieć, ale nie dał dojść mi
do słowa
-ale… Zaczęłam.
-Nie ma żadnego „ale” to nie twoja wina!! Już 3 raz ci to
powtarzam. Krzyknął i wyszedł z domu. Trzaskając drzwiami frontowymi.
-Jak chcesz. Wzruszyłam ramionami i oparłam się biodrami o blat
-Jak chcesz. Wzruszyłam ramionami i oparłam się biodrami o blat
kuchenny i stałam tak, gdy nie poczułam czyjegoś wzroku na
sobie. Odwróciłam się i zobaczyłam Malika. No tak! Przecież on słyszał całą
moją rozmowę z Styles’em bo stał obok. Przyłożyłam dłoń do czoła i głęboko
westchnęłam.
-Wszystko w porządku? Tym razem role się odwrócą i Zayn mnie
będzie pocieszać.
-Nie! Wszystko się wali. Krzyknęłam. –Nic już nie będzie
takie samo Zayn. Podeszłam do ściany, a łzy spływały po moich policzkach.
Zjechałam po ścianie tak, że opierałam się o nią plecami. Usłyszałam kroki i
przede mną znowu pojawił się Malik, ukucnął przede mną i złapał mnie za ramię.
-Przepraszam Madison za Harry’ego. On tak już jest. Nie
łatwo jest się do niego wpasować. Ma ciężki charakter oraz mroczną przeszłość.
Musisz się przyzwyczaić i tak już dużo przeszłaś. Głaskał mnie opiekuńczo po
ramieniu. Nie wytrzymałam i się wtuliłam w jego klatkę piersiową, obejmując go
w pasie ramionami. Moczyłam mu koszulkę łzami. W miarę się uspokajałam, gdy
Zayn głaskał mnie po plecach i szeptał do ucha uspokajające słowa.
-Chodź. Powiedział, pomógł mi wstać z podłogi i pociągnął w
stronę wyjścia na taras. Rozsunął drzwi, przepuścił mnie w nich, a potem złapał
mnie za rękę. Poprowadził mnie do miejsca, gdzie był rozłożony koc, a widok był
na piękne niebo.
-Czy to być randka? Zaśmiałam się,
-Nie. Przychodzę tutaj, gdy muszę pomyśleć lub gdy chcę
pobyć sam. Mamy strasznie duże podwórko i zwykle to jest moje ulubione miejsce.
Usiadł na kocu i poklepał miejsce obok siebie. W efekcie usiadłam obok niego i
oparłam swoją głowę o jego ramię.
-Nie uważasz, że dużo się zmieniło w ciągu tych 2 tygodni od
naszego poznania? Spytał Zayn nie patrząc na mnie.
-Powiedziałabym, że aż za dużo. Westchnęłam. –Szuka mnie
jakiś psychopata, straciłam rodziców i zyskałam dwóch wspaniałych przyjaciół.
Przy wypowiadaniu ostatnich trzech słów lekko się uśmiechnęłam.
-Tak. To prawda. Mulat odwrócił się w moją stronę i położył
swoją dłoń na moim policzku. Przymknęłam lekko oczy na ten gest. Gdy już
otworzyłam oczy twarz Zayna znalazła się blisko mnie. Dzieliły nas centymetry.
Malik chciał mnie pocałować! Zaczęłam panikować. Odetchnęłam wtedy, gdy wargi
Malika naparły na moje usta. Na początku poruszały się wolno, dopóki nie
zaczęłam oddawać pocałunku. Wtopiłam palce w jego czarne jak smoła włosy i
lekko za nie pociągnęłam, a mulat jęknął prosto w moje usta. Jego ręce spoczęły
na moich biodrach, a pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Jego usta
synchronizowały się z moimi. Złapał zębami moją dolną wargę i lekko za nią
pociągnął, na co jęknęłam i to wystarczyło by jego język wtargnął do moich ust.
Nasze języki zaczęły wspólny taniec. Całowałam się z kilkoma chłopakami, ale
Zayn przewyższał ich. Niestety pocałunek trwał krótko, bo telefon Zayna zaczął
dzwonić. Niechętnie się od niego oderwałam, a Malik wstał z koca, otrzepał
swoje czarne rurki i nacisnął przycisk w telefonie, żeby odebrać. Słyszałam
całą rozmowę.
-Styles! Gdzie ty się podziewasz? Odpowiedział głośniej.
-Wyszedłem się przejść, a na moje nieszczęście zobaczył mnie
koleś z gangu Justina. Odparł.
-Jak to cię zobaczył? Spytał Malik.
-Zauważył mnie i powiedział, że Justin już do was jedzie.
Szepnął.
-Gdzie ty jesteś? Krzyknął zdenerwowany Zayn.
-Jestem przecznicę od domu, za 2 minuty będę. Zayn co my
zrobimy? Spytał Harry. Słyszałam w jego głosie strach.
-To co mieliśmy zrobić już od dawna. Odparł mulat i zakończył
połączenie. Co oni chcą od dawna zrobić?
Nie wydadzą mnie. Prawda? Nie mogliby! Zayn włożył telefon do kieszeni i spojrzał na
mnie. Stałam przed nim.
-Madison? Co się stało? Zbladłaś. Podszedł do mnie i lekko
przytulił. Objęłam go ramionami w pasie, a głowę ułożyłam w zagłębieniu jego
szyi.
-Co chcecie zrobić od dawna? Spytałam wdychając jego
perfumy.
-Uciekniemy stąd. Ja i Harry mamy przyjaciół w Londynie,
którzy nam pomogą. Pewnie słyszałaś moją rozmowę rano. Prawda? Pokiwałam głową w odpowiedzi.
-A co myślałaś? Spytał odrywając się ode mnie i kładąc
dłonie na moich ramionach.
-Ja…bo…ten…no.. . Nie umiałam się wysłowić. –Nie ważne.
Machnęłam ręką.
-Mad! Masz mi w tej chwili powiedzieć, co myślałaś! Odparł.
-Myślałam, że mnie wydacie Justinowi. Westchnęłam.
-Nigdy byśmy tego nie zrobili. Jesteś dla nas zbyt ważna.
Szepnął i złożył czuły pocałunek na moim czole. –Pójdź się spakować, bo zaraz
wyjeżdżamy.
W odpowiedzi poszłam na piętro do swojego tymczasowego
pokoju, wyjęłam torbę i chowałam tam najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy już miałam
wszystko spakowane, zapięłam zamek od torby i postawiłam ją przy wejściu, a
sama zeszłam na dół. W salonie stał Zayn i Harry i o czymś żywo dyskutowali.
Żaden z nich mnie nie zauważył, więc postanowiłam głośno odchrząknąć.
Podziałało, bo jak na zawołanie Ci dwaj odwrócili się w moim kierunku.
-O czym tak zawzięcie rozmawiacie? Spytałam.
-Musimy już jechać. Później ci powiemy. Odpowiedział Harry.
-Ahh. No jak chcecie. Westchnęłam.
-Pójdę się spakować. Widzimy się za 10 min w samochodzie.
Odpowiedział Zayn i zniknął na schodach prowadzących do naszych sypialni.
-Dobrze się czujesz Madison? Spytał się mnie Hazz. Stając
bliżej mnie i penetrując swoimi szmaragdowymi tęczówkami moje oczy.
-Tak, a co? Odpowiedziałam. Harry zbliżył się do mnie
jeszcze bardziej tak, że nasze ciała się stykały. Położył swoją dużą dłoń na
moim policzku i przejechał po nim kciukiem.
-Jesteś blada Mad. Widzę, że coś jest nie tak. Mnie nie
oszukasz. Szepnął, nadal głaszcząc kciukiem mój policzek.
-Przecież wiesz, że dużo się zmieniło odkąd was poznałam.
Jeszcze teraz się okazuje, że w każdej chwili może przyjechać ten Justin i nie
wiadomo co może z nami zrobić. Nie dziw mi się. Ja w ciągu tych dwóch tygodni
przeżyłam więcej niż przez całe moje życie.
Tym razem Harry przeniósł swoje ręce na moje ramiona.
-Wiem Madison, wiem i za to cię podziwiam. Jesteś silna i
dasz radę. Wierzę w ciebie. Z resztą i tak wiem, że dasz rade. Widać to.
Uśmiechnął się promiennie tak, że jego słodkie dołeczki w policzkach były
widoczne. Na ten gest musiałam się uśmiechnąć. Gdy się uśmiechał nie można by
było się nie uśmiechnąć. Jego uśmiech jest niesamowity. Szkoda tylko, że rzadko
go okazuje. Nim się zorientowałam tkwiłam razem z nim w niedźwiedzim uścisku.
Jego ramiona obejmowały moją talię, a głowę miał schowaną w moich włosach.
-Nadal jesteś na mnie zły za to co się stało? Zadałam mu
pytanie na które chciałam znać odpowiedź.
-Chodzi ci to…
-Tak. O to. Nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Nie. Już nie. Nie umiem się na ciebie gniewać. Powiedział
słodko się uśmiechając. Znowu ten uśmiech…
-Już jestem. Zbiegł Malik po schodach krzycząc.
Oderwałam się od Stylesa jak poparzona, a on posłał mi
spojrzenie pełne zdziwienia.
-To już jedziemy? Zapytałam.
-No tak. Uśmiechnął się lekko. –Zdziwiona? Zachichotał i
podszedł do mnie.
-Nie. Położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do
siebie i pocałował w czoło.
-Chodźmy już. Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce
razem. Czułam intensywny wzrok Harry’ego na naszych dłoniach splecionych razem.
Szczerze, ja też nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nawet nie jesteśmy
razem! Odstawiłam swoje myśli naboczny tor i cieszyłam się tą chwilą, ale
czułam się jakbym kogoś zraniła. Właśnie Harry. Mam wrażenie, że postępuje źle
w stosunku do niego, ale przecież nic do niego nie czuję, chyba że … .
Nie. To na pewno nie to.
Przestałam tak myśleć, gdy dotarliśmy do samochodu. Harry
wrzucił nasze torby do bagażnika. Wsiadłam do tyłu, Zayn za kierownicą, a Harry
z przodu obok niego.
Mulat uruchomił silnik auta i odjechaliśmy. Ostatnim
spojrzeniem owiałam dom Harry’ego, a potem mój. Holmes Chapel przez 2 tygodnie
było moim domem i pokochałam to miasto, a teraz od tak wyjechałam. No cóż los
lubi stawiać nam przeszkody w życiu.

Heh rozdział normalnie super, czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuń/Vitt
Super��
OdpowiedzUsuńSuper!!! Czekam na kolejny! ^_^
OdpowiedzUsuń#Naty
22 yrs old Assistant Manager Phil Capes, hailing from Sheet Harbour enjoys watching movies like "Christmas Toy, The" and Knapping. Took a trip to Church Village of Gammelstad and drives a C70. katalog
OdpowiedzUsuń