sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 11

Siemka! Jestem. Wyrobiłam się z rozdziałem ^^ Równo po 2 tygodniach dodaję rozdział 11! Kto się cieszy? Ogólnie ten weekend mam na luzie. KTO NIE MOŻE UWIERZYĆ, ŻE ZA TYDZIEŃ JUŻ WAKACJE? Uff wreszcie. Tak się napracowałam przez te 10 miesięcy. Dość o szkole. Rozdział 12 powinien pojawić się za jakiś 1 tydzień, chociaż nie zaczęłam go jeszcze pisać!
Zapraszam do czytania i komentowania ;)
Kocham was ♥
3 komentarze = następny rozdział
czytasz = komentujesz
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Słońce wpadało do salonu przez niezasłonięte okno i raziło mnie w oczy, więc od razu zamknęłam oczy. Zabije tego kto nie zasłonił tego okna. Otworzyłam powoli jedno oko, a potem drugie. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że chłopaków gdzieś wywiało. Oczywiście na sofie na której spaliśmy były porozrzucane poduszki i koce. Wyciągnęłam się na sofie oraz przetarłam oczy i postanowiłam wstać. Dopiero teraz usłyszałam z kuchni dobiegającą rozmowę. Za kierunek obstawiłam sobie kuchnie i skierowałam się w jej kierunku. Po drodze minęłam średniej wielkości lustro i z ciekawości cofnęłam się kilka kroków i przyjrzałam się swojemu odbiciu. To co tam ujrzałam o mało nie spowodowało, że upadłam. Moje falowane kasztanowe włosy były poplątane i skierowane we wszystkie kierunki można to było nazwać tzw. ”szopą” na głowie. Oczy miałam opuchnięte od płaczu, a na ustach gościł grymas. Całość zdobiła zmęczona twarz.  Boże jak ja wyglądam! Gdyby mnie ktoś tak zobaczył uznałby zombie za mojego brata bliźniaka. Postanowiłam zignorować fakt jak wyglądam i pójść do tej kuchni. Negatywny wniosek był taki, że kuchnia u Harry’ego była połączona z salonem i wszystko w kuchni było widać co się dzieje w salonie. Stanęłam za rogiem ściany łączącej salon z kuchnią i przysłuchiwałam się rozmowie. Słyszałam tylko urywki „Tak, będziemy jutro” , „On nie może się dowiedzieć”, „Jak to spieprzysz będzie po tobie”. Nic nie rozumiałam z tej rozmowy, więc lekko się wychyliłam i wszystko było już jasne. Malik rozmawiał przez telefon, a Harry stał oparty o blat popijając poranną kawę i wpatrując się w rozmowę Zayna przez telefon. Nie chciało mi się tam stać, więc po prostu podeszłam do chłopaków. Stałam w progu kuchni i nikt nie był łaskawy spojrzeć w tę stronę, więc musiałam odchrząknąć, żeby przynajmniej jeden z nich mnie zauważył. Jednak podziałało, bo Hazz od razu spojrzał na mnie, lekko się  uśmiechnął i podszedł do mnie przytulając do swojej klatki piersiowej. Ja nie czekając długo też objęłam go w pasie i mocno przytuliłam. Tego mi było trzeba. Poczucia bezpieczeństwa i wsparcia w trudnych chwilach. Jedną ręką trzymał mnie w talii a drugą pocierał opiekuńczo moje plecy.
-Jak się spało? Szepnął do mojego ucha, a ja się lekko uśmiechnęłam.
-Krótko, ale dobrze. Odwzajemnił uśmiech. Zayn słysząc mój głos zakończył połączenie słowami „Dobra. Ja kończę, cześć” i odłożył swój telefon na blat.
-Już wszystko w porządku? Podszedł do nas Zayn i pogłaskał mnie opiekuńczo po plecak i pocałował w policzek. Ja się lekko zarumieniłam na ten gest, a Harry się lekko spiął. Widziałam, że był troszkę zdenerwowany. Nie wierzę! On jest zazdrosny o pocałunek w policzek.
-Tak. Już tak. Odparłam. – Dziękuję, że ze mną zostaliście. Jedną ręką objęłam Zayna, drugą Harry’ego i ich przytuliłam.
-Wicie, że teraz jesteście moją drugą jedyną rodziną? Spytałam, gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-Niestety. Odpowiedział Harry.
-Dlaczego niestety? Spytałam zakładając ręce na piersi.
-Madison to nie tak, że cię nie lubimy, bo my cię kochamy, ale nie zrozum nas źle. Nie dobrze zrobiłaś zaprzyjaźniając się z nami. Ściągnęłaś na siebie niebezpieczeństwo i już nie będziesz żyła normalnie. Szepnął Harry ciągnąc się za końcówki włosów oraz patrząc na mnie z przeprosinami.
-Hazz nie musisz przepraszać. Westchnęłam. – To po części też moja wina. To ja wpadłam na Zayna, a nie on na mnie. W ogóle jak was poznałam nie wiedziałam, że macie aż tak poważne problemy.
-Nie! To nasza wina! Powiedział głośniej.– i nie myśl, że jest, bo nie jest! Odpowiedział. Chciałam coś powiedzieć, ale nie dał dojść mi do słowa
-ale… Zaczęłam.
-Nie ma żadnego „ale” to nie twoja wina!! Już 3 raz ci to powtarzam. Krzyknął i wyszedł z domu. Trzaskając drzwiami frontowymi.
-Jak chcesz. Wzruszyłam ramionami i oparłam się biodrami o blat
kuchenny i stałam tak, gdy nie poczułam czyjegoś wzroku na sobie. Odwróciłam się i zobaczyłam Malika. No tak! Przecież on słyszał całą moją rozmowę z Styles’em bo stał obok. Przyłożyłam dłoń do czoła i głęboko westchnęłam.
-Wszystko w porządku? Tym razem role się odwrócą i Zayn mnie będzie pocieszać.
-Nie! Wszystko się wali. Krzyknęłam. –Nic już nie będzie takie samo Zayn. Podeszłam do ściany, a łzy spływały po moich policzkach. Zjechałam po ścianie tak, że opierałam się o nią plecami. Usłyszałam kroki i przede mną znowu pojawił się Malik, ukucnął przede mną i złapał mnie za ramię.
-Przepraszam Madison za Harry’ego. On tak już jest. Nie łatwo jest się do niego wpasować. Ma ciężki charakter oraz mroczną przeszłość. Musisz się przyzwyczaić i tak już dużo przeszłaś. Głaskał mnie opiekuńczo po ramieniu. Nie wytrzymałam i się wtuliłam w jego klatkę piersiową, obejmując go w pasie ramionami. Moczyłam mu koszulkę łzami. W miarę się uspokajałam, gdy Zayn głaskał mnie po plecach i szeptał do ucha uspokajające słowa.
-Chodź. Powiedział, pomógł mi wstać z podłogi i pociągnął w stronę wyjścia na taras. Rozsunął drzwi, przepuścił mnie w nich, a potem złapał mnie za rękę. Poprowadził mnie do miejsca, gdzie był rozłożony koc, a widok był na piękne niebo.
-Czy to być randka? Zaśmiałam się,
-Nie. Przychodzę tutaj, gdy muszę pomyśleć lub gdy chcę pobyć sam. Mamy strasznie duże podwórko i zwykle to jest moje ulubione miejsce. Usiadł na kocu i poklepał miejsce obok siebie. W efekcie usiadłam obok niego i oparłam swoją głowę o jego ramię.
-Nie uważasz, że dużo się zmieniło w ciągu tych 2 tygodni od naszego poznania? Spytał Zayn nie patrząc na mnie.
-Powiedziałabym, że aż za dużo. Westchnęłam. –Szuka mnie jakiś psychopata, straciłam rodziców i zyskałam dwóch wspaniałych przyjaciół. Przy wypowiadaniu ostatnich trzech słów lekko się uśmiechnęłam.
-Tak. To prawda. Mulat odwrócił się w moją stronę i położył swoją dłoń na moim policzku. Przymknęłam lekko oczy na ten gest. Gdy już otworzyłam oczy twarz Zayna znalazła się blisko mnie. Dzieliły nas centymetry. Malik chciał mnie pocałować! Zaczęłam panikować. Odetchnęłam wtedy, gdy wargi Malika naparły na moje usta. Na początku poruszały się wolno, dopóki nie zaczęłam oddawać pocałunku. Wtopiłam palce w jego czarne jak smoła włosy i lekko za nie pociągnęłam, a mulat jęknął prosto w moje usta. Jego ręce spoczęły na moich biodrach, a pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Jego usta synchronizowały się z moimi. Złapał zębami moją dolną wargę i lekko za nią pociągnął, na co jęknęłam i to wystarczyło by jego język wtargnął do moich ust. Nasze języki zaczęły wspólny taniec. Całowałam się z kilkoma chłopakami, ale Zayn przewyższał ich. Niestety pocałunek trwał krótko, bo telefon Zayna zaczął dzwonić. Niechętnie się od niego oderwałam, a Malik wstał z koca, otrzepał swoje czarne rurki i nacisnął przycisk w telefonie, żeby odebrać. Słyszałam całą rozmowę.
-Styles! Gdzie ty się podziewasz? Odpowiedział głośniej.
-Wyszedłem się przejść, a na moje nieszczęście zobaczył mnie koleś z gangu Justina. Odparł.
-Jak to cię zobaczył? Spytał Malik.
-Zauważył mnie i powiedział, że Justin już do was jedzie. Szepnął.
-Gdzie ty jesteś? Krzyknął zdenerwowany Zayn.
-Jestem przecznicę od domu, za 2 minuty będę. Zayn co my zrobimy? Spytał Harry. Słyszałam w jego głosie strach.
-To co mieliśmy zrobić już od dawna. Odparł mulat i zakończył połączenie. Co oni chcą od dawna zrobić? Nie wydadzą mnie. Prawda? Nie mogliby!  Zayn włożył telefon do kieszeni i spojrzał na mnie. Stałam przed nim.
-Madison? Co się stało? Zbladłaś. Podszedł do mnie i lekko przytulił. Objęłam go ramionami w pasie, a głowę ułożyłam w zagłębieniu jego szyi.
-Co chcecie zrobić od dawna? Spytałam wdychając jego perfumy.
-Uciekniemy stąd. Ja i Harry mamy przyjaciół w Londynie, którzy nam pomogą. Pewnie słyszałaś moją rozmowę rano. Prawda?  Pokiwałam głową w odpowiedzi.
-A co myślałaś? Spytał odrywając się ode mnie i kładąc dłonie na moich ramionach.
-Ja…bo…ten…no.. . Nie umiałam się wysłowić. –Nie ważne. Machnęłam ręką.
-Mad! Masz mi w tej chwili powiedzieć, co myślałaś! Odparł.
-Myślałam, że mnie wydacie Justinowi. Westchnęłam.
-Nigdy byśmy tego nie zrobili. Jesteś dla nas zbyt ważna. Szepnął i złożył czuły pocałunek na moim czole. –Pójdź się spakować, bo zaraz wyjeżdżamy.
W odpowiedzi poszłam na piętro do swojego tymczasowego pokoju, wyjęłam torbę i chowałam tam najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy już miałam wszystko spakowane, zapięłam zamek od torby i postawiłam ją przy wejściu, a sama zeszłam na dół. W salonie stał Zayn i Harry i o czymś żywo dyskutowali. Żaden z nich mnie nie zauważył, więc postanowiłam głośno odchrząknąć. Podziałało, bo jak na zawołanie Ci dwaj odwrócili się w moim kierunku.
-O czym tak zawzięcie rozmawiacie? Spytałam.
-Musimy już jechać. Później ci powiemy. Odpowiedział Harry.
-Ahh. No jak chcecie. Westchnęłam.
-Pójdę się spakować. Widzimy się za 10 min w samochodzie. Odpowiedział Zayn i zniknął na schodach prowadzących do naszych sypialni.
-Dobrze się czujesz Madison? Spytał się mnie Hazz. Stając bliżej mnie i penetrując swoimi szmaragdowymi tęczówkami moje oczy.
-Tak, a co? Odpowiedziałam. Harry zbliżył się do mnie jeszcze bardziej tak, że nasze ciała się stykały. Położył swoją dużą dłoń na moim policzku i przejechał po nim kciukiem.
-Jesteś blada Mad. Widzę, że coś jest nie tak. Mnie nie oszukasz. Szepnął, nadal głaszcząc kciukiem mój policzek.
-Przecież wiesz, że dużo się zmieniło odkąd was poznałam. Jeszcze teraz się okazuje, że w każdej chwili może przyjechać ten Justin i nie wiadomo co może z nami zrobić. Nie dziw mi się. Ja w ciągu tych dwóch tygodni przeżyłam więcej niż przez całe moje życie.
Tym razem Harry przeniósł swoje ręce na moje ramiona.
-Wiem Madison, wiem i za to cię podziwiam. Jesteś silna i dasz radę. Wierzę w ciebie. Z resztą i tak wiem, że dasz rade. Widać to. Uśmiechnął się promiennie tak, że jego słodkie dołeczki w policzkach były widoczne. Na ten gest musiałam się uśmiechnąć. Gdy się uśmiechał nie można by było się nie uśmiechnąć. Jego uśmiech jest niesamowity. Szkoda tylko, że rzadko go okazuje. Nim się zorientowałam tkwiłam razem z nim w niedźwiedzim uścisku. Jego ramiona obejmowały moją talię, a głowę miał schowaną w moich włosach.
-Nadal jesteś na mnie zły za to co się stało? Zadałam mu pytanie na które chciałam znać odpowiedź.
-Chodzi ci to…
-Tak. O to. Nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Nie. Już nie. Nie umiem się na ciebie gniewać. Powiedział słodko się uśmiechając. Znowu ten uśmiech…
-Już jestem. Zbiegł Malik po schodach krzycząc.
Oderwałam się od Stylesa jak poparzona, a on posłał mi spojrzenie pełne zdziwienia.
-To już jedziemy? Zapytałam.
-No tak. Uśmiechnął się lekko. –Zdziwiona? Zachichotał i podszedł do mnie.
-Nie. Położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
-Chodźmy już. Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce razem. Czułam intensywny wzrok Harry’ego na naszych dłoniach splecionych razem. Szczerze, ja też nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nawet nie jesteśmy razem! Odstawiłam swoje myśli naboczny tor i cieszyłam się tą chwilą, ale czułam się jakbym kogoś zraniła. Właśnie Harry. Mam wrażenie, że postępuje źle w stosunku do niego, ale przecież nic do niego nie czuję, chyba że … .
Nie. To na pewno nie to.
Przestałam tak myśleć, gdy dotarliśmy do samochodu. Harry wrzucił nasze torby do bagażnika. Wsiadłam do tyłu, Zayn za kierownicą, a Harry z przodu obok niego.
Mulat uruchomił silnik auta i odjechaliśmy. Ostatnim spojrzeniem owiałam dom Harry’ego, a potem mój. Holmes Chapel przez 2 tygodnie było moim domem i pokochałam to miasto, a teraz od tak wyjechałam. No cóż los lubi stawiać nam przeszkody w życiu.
Londynie nadchodzę…




4 komentarze:

  1. Heh rozdział normalnie super, czekam na kolejny <3
    /Vitt

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!!! Czekam na kolejny! ^_^

    #Naty

    OdpowiedzUsuń
  3. 22 yrs old Assistant Manager Phil Capes, hailing from Sheet Harbour enjoys watching movies like "Christmas Toy, The" and Knapping. Took a trip to Church Village of Gammelstad and drives a C70. katalog

    OdpowiedzUsuń